Fałszywy alarm, który opróżnił Bernabéu w osiem minut
Z okazji dzisiejszej rewanżowej potyczki Realu Madryt z Realem Sociedad Relevo przypomina historię sprzed niemal 20 lat, która przez wielu kibiców doskonale pamiętana jest do dziś. Choć wydarzenia z grudnia 2004 roku wywołały olbrzymią panikę, to jednak skończyło się jedynie na strachu.

Ewakuacja Santiago Bernabéu 13 grudnia 2004 roku. (fot. Getty Images)
13 grudnia 2004 roku. Real Madryt w ramach 15. kolejki La Ligi mierzy się na Santiago Bernabéu z Realem Sociedad. W barwach Królewskich występują wówczas tacy gracze, jak Zidane, Beckham, czy Ronaldo. Po drugiej stronie natomiast czoła próbują im stawić Arteta, Nihat, czy Kovačević. W 88. minucie na tablicy wyników widnieje rezultat 1:1. Wówczas to arbiter spotkania, Vicente José Lizondo Cortés odsyła piłkarzy do szatni. W tym samym czasie przez megafon apeluje się o ewakuację 70 tysięcy widzów w jak najszybszym tempie. Powód? Podejrzenie podłożenia bomby przez organizację terrorystyczną ETA.
Julio Cendal, ówczesny szef bezpieczeństwa Realu Madryt, który pozostawał na stanowisku od 1998 do aż 2022 roku, wspomina w rozmowie z Relevo tamten wyjątkowo trudny dla siebie wieczór. Jak podkreśla, incydent ten zmienił standardy bezpieczeństwa stadionowego na całym świecie. – Wyszło dobrze. Mogło dojść do tragedii, ale skończyło się na sukcesie. Po tamtym dniu wiele klubów zdało sobie sprawę, że jeśli nie ma bezpieczeństwa, to jest chaos – wspomina. Publiczność została w całości ewakuowana w ciągu niespełna ośmiu minut. Spełniono przy tym wszystkie normy zapisane w protokole.
– Przekazano mi wiadomość, a ja podałem ją dalej do prezesa i reszty pracowników z sektoru bezpieczeństwa. Poinformowano również sędziego, by przerwał spotkanie, a kibiców poproszono o opuszczenie stadionu. Piłkarze wyszli na ulicę, a z loży honorowej nawet nie zabrano płaszczów. W przekazanej groźbie dawano nam 20 minut między telefonem i potencjalną eksplozją. Tak czy inaczej, cała akcja zajęła osiem minut. W momencie teoretycznego wybuchu w bezpośrednim pobliżu stadionu przebywaliśmy juz tylko Florentino i ja – kontynuuje opowieść Cendal.
Szef ochrony Realu Madryt przed podjęciem pracy w klubie był policjantem. Zapewnia, że gdy otrzymał niepokojące wieści, zachował spokój. Jego zdaniem szanse na podłożenie bomby na Bernabéu były po pierwszych weryfikacjach mało prawdopodobne. Największe obawy dotyczyły tego, że w pobliżu obiektu mógł znajdować się jakiś samochód lub plecak zawierający ładunek wybuchowy. – Trzeba było mieć na uwadze także to, że byle petarda lub fałszywy alarm mogą wywołać totalną panikę. To również mogło doprowadzić do śmierci wielu osób – dodaje.
Cendal podkreśla również, że w powodzeniu całej akcji duże znaczenie miały spokój i zrozumienie ze strony kibiców. – Mieszkańcy Madrytu wcześniej niestety mieli do czynienia z zamachami bombowymi, ale też dzięki temu byli przygotowani. Zachowali rozsądek i umieli współpracować. Pamiętam, jak fani brali niepełnosprawnych na ręce, by wynieść ich jak najszybciej z trybun.
Odnośnie do tego, czy zagrożenie było realne, Cendal zapewnia, że fałszywe alarmy bombowe pojawiły się w tym samym czasie również na pozostałych obiektach. Tylko w przypadku starcia Realu Madryt z Realem Sociedad zdołały jednak przebić się przez policyjne filtry. – Użyto tego samego schematu, co w przypadku sytuacji, kiedy faktycznie znajdowano bomby. Nie wiem, czy zagrożenie było realne, czy po prostu plan zamachowców się nie powiódł. Tak czy inaczej, niczego nie znaleziono – tłumaczy.
Cendal mówi także, że piłkarzom i sędziemu zaproponowano powrót na stadion i dokończenie meczu. Koniec końców żadna ze stron nie chciała podejmować zbędnego ryzyka. Wszyscy przystali na dokończenie starcia w innym terminie. Dwie minuty podstawowego i cztery doliczonego czasu rozegrano po miesiącu. Co ciekawe, w tym czasie na ławce Królewskich doszło do zmiany trenera. Mariano Garcíę Remona zastąpił Vanderlei Luxemburgo. Real w pozostałym do końca czasie zdołał trafić do siatki i zgarnął trzy punkty.
– Tamta sytuacja wszystko zmieniła i posłużyła za przykład. Prowadziłem konferencje w całej Europie i Ameryce Południowej. Dzwoniono do mnie także z Kataru. Ewakuacja z 2004 roku wyznaczyła nowe standardy ochrony na stadionach – przekonuje Cendal z nieskrywaną dumą w głosie. Choć zdarzenia z 13 grudnia 2004 roku przynoszą na myśl nieprzyjemne wspomnienia, to jednak ostatecznie przyczyniły się do tego, że dziś kibice na stadionach piłkarskich są dużo bardziej bezpieczni, wieńczy Relevo.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze