„Real Madryt budzi się do życia dopiero, gdy wybucha chaos”
Carlos Carpio, zastępca redaktora naczelnego dziennika MARCA, w najnowszym tekście dzieli się swoimi przemyśleniami na temat meczu Królewskich z Realem Sociedad w półfinale Pucharu Króla. Przedstawiamy opinię dziennikarza.

Królewscy celebrują gola w meczu z Real Sociedad. (fot. Getty Images)
Przez pierwszą godzinę mecz można było określić jedynie jako nijaki. Kolejny dzień w biurze dla tego nudnego, wyrachowanego Realu Madryt, który oszczędzał siły, bazując na remisie dającym mu awans, i liczył na pojedyncze przebłyski jakości przeciwko dobrze zorganizowanej drużynie Realu Sociedad. Najbardziej godnym uwagi wydarzeniem do tamtego momentu była owacja na stojąco, jaką Santiago Bernabéu dało Endrickowi w nagrodę za pięknego gola zdobytego podcinką i ogólnie zabardzo dobry występ. Brazylijczyk chce wykorzystywać swoje szanse, a wczoraj zanotował piąte trafienie w Pucharze Króla. Zejście Endricka miało miejsce w 66. minucie i trzeba jasno stwierdzić, że decyzja Ancelottiego o jego zmianie była jedną z tych niesprawiedliwości wobec młodych piłkarzy, za które krytycy tak często go ganią. I słusznie. To Vinícius lub Rodrygo, obaj kompletnie bezbarwni, powinni zejść z boiska, a nie Endrick.
W 72. minucie Real Sociedad doprowadził do wyrównania w dwumeczu. Przy dużej pomocy nieszczęsnego Davida Alaby, który strzelił pierwszego z dwóch samobójczych goli tej nocy. Wtedy rozpoczął się zupełnie nowy mecz, skondensowany w pół godziny absolutnego szaleństwa. Było w nim wszystko: bramki, świetne zagrania, katastrofalne błędy bramkarzy, kolejne gole, a nawet ostra reprymenda Ancelottiego dla Viníciusa w 76. minucie: „Zaraz cię zdejmę”. Reprymenda ta sprawiła, że Brazylijczyk natychmiast się przebudził. Od tego momentu był najlepszym zawodnikiem Realu, obok niezmordowanego Bellinghama, który znów dał pokaz siły i futbolowej klasy.
Takefusa Kubo, niewidoczny w pierwszej połowie, zamienił życie Camavingi na lewej obronie w koszmar, a Real Sociedad rzucił się do ataku, walcząc z determinacją o awans. To był Puchar Króla w całej swojej okazałości. Ostatnie dziesięć minut było absolutnie szalone, a Real Madryt pokazał swoją defensywną kruchość. Obie drużyny, które mają na koncie najwięcej rozegranych meczów w tym sezonie (50 Realu Madryt, 48 dla Realu Sociedad), musiały zmierzyć się z dodatkowym wysiłkiem, czyli dogrywką. Dla widzów było to jednak prawdziwe święto futbolu. Ale wszyscy dobrze wiedzą, że w totalnym chaosie to Real Madryt ma przewagę. I tak właśnie było wczoraj. Rüdiger, mimo wyczerpania, postawił kropkę nad „i”, eliminując waleczny Real Sociedad, który padł tuż przed metą. Skończyło się na 4:4 i teraz czeka nas wielki finał na La Cartuja.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze