Joselu: Real ma ogromną przewagę, bo potrafi kończyć sezony w znakomity sposób
Joselu udzielił w nocy wywiadu dla Cadena SER. Przedstawiamy pełne tłumaczenie tej rozmowy z byłym napastnikiem Realu Madryt.

Joselu w barwach Al-Gharafa. (fot. Getty Images)
Mamy z nami Joselu, czyli José Luisa Mato San Martína, który opuścił Real Madryt, by przenieść się do Kataru, i jest teraz na linii w programie El Larguero. Witaj, Joselu, dobry wieczór!
Dobry wieczór, właściwie dla mnie to już prawie świt.
Macie tam dwie godziny różnicy, prawda?
Tak, prawie… Zostało mi jeszcze 20 minut, więc zaraz będzie nowy dzień.
Dobrze, dziękujemy, że poświęcasz nam czas o tak późnej porze, po nocy spędzonej w Katarze i po rozegraniu meczu towarzyskiego, który skończyliście niedawno, prawda?
Tak, graliśmy o 21:30 czasu lokalnego, ze względu na ramadan. Terminy się trochę zmieniły, ale dopiero co skończyliśmy mecz i teraz mamy dwa dni wolnego, żeby spędzić czas z rodziną.
To świetnie. Jak poszło w tym spotkaniu?
Dobrze, wygraliśmy 2:1. To właściwie bardziej mecze treningowe, bo mamy dłuższą przerwę niż w Europie – nasz ostatni mecz był dwa tygodnie temu, a następny dopiero 29. Więc to taki sposób, żeby utrzymać rytm meczowy.
A udało ci się trafić do siatki?
Nie, dziś nie. Trzymam gole na ważniejsze, te oficjalne.
Mówiłeś, że ramadan wpłynął na terminarz. Jak to wygląda w praktyce dla zawodników, którzy go nie przestrzegają, ale mają w drużynie większość kolegów, którzy poszczą?
No tak… Tutaj i tak ludzie wcześnie wstają. Moje dzieci na przykład zaczynają lekcje o 7:30 rano. Teraz, przez ramadan, zaczynają godzinę później i kończą 45 minut wcześniej, żeby wszyscy zdążyli wrócić do domu na iftar, czyli wieczorny posiłek, który teraz wypada mniej więcej o 17:50. Każdego dnia przesuwa się o minutę później.
A treningi?
Najgorsze są treningi o 21:00. To zdecydowanie za późno. Ja rano odprowadzam dzieci do szkoły, staram się spędzić dzień z rodziną, a potem wieczorem jestem już wyczerpany i muszę iść na trening. Wracam do domu około 00:30. Ale to konieczne, żeby nasi koledzy, którzy nie jedzą i nie piją od wschodu do zachodu słońca, mogli trenować już po posiłku.
Jak żyje się w Dosze? Dobrze się zaadaptowaliście z rodziną?
Bardzo dobrze, jesteśmy mile zaskoczeni. Wiele osób nie zna Kataru ani Dohy, ale to świetne miejsce do życia z rodziną, o wysokim standardzie życia. Najgorsze są upały latem, które wracają za miesiąc, ale kraj jest doskonale przystosowany. Są klimatyzowane stadiony, centra handlowe – wszystko dostosowane do obcokrajowców. Moje dzieci świetnie się tu czują w szkole, jesteśmy bardzo szczęśliwi.
A kiedy zaczyna się i kończy dzień?
Wstaję o 7:15 i już od jakiegoś czasu jest jasno. W czasie ramadanu ludzie jedzą przed 4:30 rano, bo wtedy zaczyna się dzień, a słońce zachodzi około 17:30.
Czy w Dosze rzeczywiście jest tak dużo ruchu na drogach?
Nie, nie tak bardzo. Pamiętam, że w zeszłym roku, kiedy byłem z Realem Madryt na Superpucharze w Rijadzie, tam było znacznie gorzej. Tutaj jedyny moment, gdy jest więcej samochodów, to około 22:00–23:00, gdy ludzie wychodzą na drugą kolację. Ale poza tym miasto jest świetnie skomunikowane.
A podróże na mecze?
W lidze i pucharze wszystkie mecze są w Dosze. Jedynie w azjatyckiej Lidze Mistrzów podróżowaliśmy do Arabii Saudyjskiej, Dubaju i innych miejsc. Ale jeśli nie grasz w azjatyckie rozgrywki, najdalsza podróż to 30 km. To ogromna wygoda.
Co najbardziej tęsknisz z Hiszpanii?
Szczerze? Bardzo dobrze mi tu, kraj jest świetnie dostosowany dla obcokrajowców. Doha to nie Arabia Saudyjska – masz tu te same restauracje, co w Madrycie, świetną jakość życia, sklepy… Jest drożej, ale to małe miasto, które ma wszystko. Są piękne plaże i miejsca do spędzania czasu z dziećmi. Wiadomo, nigdzie nie jest tak jak w domu, ale jesteśmy bardzo zadowoleni.
A jamón?
Można kupić. Jest sklep dla obcokrajowców, który z odpowiednim pozwoleniem sprzedaje produkty z zagranicy.
Pytam, bo wczoraj był u nas Álvaro Morata i powiedział: „Gdybym mógł cofnąć czas, nie odszedłbym z Atlético Madryt”. Może u ciebie, Joselu, jest podobnie?
No cóż, wiadomo, że zawsze będę tęsknił za Realem Madryt. Ale rozumiem też, że w piłce nożnej są różne etapy i momenty. Myślę, że cieszyłem się każdą chwilą, kiedy mogłem założyć koszulkę Realu. To było dla mnie najlepsze, co spotkało mnie w mojej karierze. Miałem ogromne szczęście, że mogłem być częścią pierwszej drużyny i zdobywać tytuły z najlepszym klubem na świecie. Z biegiem lat trzeba podejmować decyzje i ta była dla mnie bardzo trudna – zarówno dla mnie, jak i dla mojej żony oraz dzieci. Nie było łatwo odejść z Madrytu, ale jednocześnie myślałem o przyszłości mojej rodziny. Nie mogę powiedzieć, że się tego żałuję, bo zawsze staram się patrzeć do przodu i iść za swoimi decyzjami – to mnie doprowadziło do miejsca, w którym jestem. Ale prawda jest taka, że Real Madryt zawsze będzie mi brakować, bo to, co tam przeżyłem, było nie do opisania i niepowtarzalne w żadnym innym klubie.
I to jako ważna postać w sukcesach drużyny. Przecież twoja historia jest wszystkim dobrze znana – twoja druga przygoda w Madrycie nie mogła się lepiej potoczyć. Mistrzostwo Hiszpanii, Liga Mistrzów, sukcesy z reprezentacją… no i te dwa słynne gole przeciwko Bayernowi w półfinale!
Tak, tak… Jak o tym mówisz, to aż mam ciarki na plecach! To właśnie to, o czym rozmawialiśmy wcześniej – jasne, że tęsknię za Realem, bo takich chwil nigdy się nie zapomina. Mam je głęboko w głowie, a moje dzieci wciąż mi je przypominają. Ludzie wciąż oznaczają mnie w mediach społecznościowych, wspominając tamten mecz… Wyobraź sobie, jaki wpływ ma gra w Realu Madryt – że kibice ciągle cię pamiętają i piszą do ciebie, kiedy Los Blancos grają w Lidze Mistrzów. To coś, co można przeżyć tylko w takim klubie.
A do tego mieliście perfekcyjny sezon – wygraliście prawie wszystko!
Dokładnie!
No i mistrzostwo Europy z reprezentacją Hiszpanii też nie było złe, prawda?
No tak, to była wisienka na torcie! Niesamowita radość, móc być częścią tej drużyny, spędzić te ponad 40 dni z kolegami, z tym wspaniałym sztabem szkoleniowym. Ale to nie zaczęło się na EURO – myślę, że Luis de la Fuente od samego początku stworzył prawdziwą rodzinę. Widać to było już wtedy, gdy wygraliśmy Ligę Narodów. Każdy piłkarz, kiedy reprezentuje swój kraj, czuje coś wyjątkowego, a możliwość zdobycia trofeów dla Hiszpanii to coś niesamowitego. Najlepszym dowodem było to, co działo się na ulicach – jak wiele osób nas wspierało i świętowało razem z nami. To był absolutny sukces.
To było niesamowite EURO – pokonaliście wszystkie europejskie potęgi! A gdyby teraz odwiedził cię znajomy w Katarze, co byś mu pokazał najpierw – nagrania z EURO, gdzie zdobyliście mistrzostwo, czy twoje gole przeciwko Bayernowi w Lidze Mistrzów?
Puszczam mu najnowszy dokument Cómo no te voy a querer! [śmiech] Jest fantastyczny! Pokazuję i mówię: „Musicie to zobaczyć”. W jednym z odcinków jest nawet specjalny segment poświęcony moim półfinałowym golom przeciwko Bayernowi. Ostatnio w szkole, do której chodzą moje dzieci, spotkałem jednego z hiszpańskich rodziców. Dzień przed rewanżem Atlético w Lidze Mistrzów powiedział mi: „Dziś wieczorem obejrzę twój piąty odcinek z tego dokumentu na Amazonie, żeby się zmotywować na jutrzejszy mecz z Atlético”.
Widziałeś ten słynny rzut karny?
Oczywiście, jak miałbym go nie widzieć! Oczywiście, w danym momencie trudno to dostrzec, to zrozumiałe. Ale później, kiedy zobaczyliśmy powtórki, wydaje się jasne, że piłka została dotknięta dwa razy. W takich sytuacjach VAR bardzo pomaga – w innych może już niekoniecznie, ale w tego typu akcjach jest naprawdę przydatny.
Joselu, musimy chyba poddać to naukowej analizie, bo z jakiegoś powodu kibice Realu widzą dwa dotknięcia, a fani Atlético tylko jedno. Wczoraj Morata mówił: „Ja widzę tylko jedno dotknięcie, Manu”. A ty teraz mówisz, że to oczywiste, że były dwa. Kibice Atlético i Barcelony nigdy nie zobaczą dwóch kontaktów z piłką, nawet jeśli były ewidentne!
No tak, ale nawet gdybym miał podejść do tego neutralnie, to na niektórych ujęciach widać wyraźnie, że piłka została dotknięta dwa razy. Nawet jeśli było to delikatne, przepis to przepis – czasem działa na korzyść, a czasem na niekorzyść, nic na to nie poradzimy.
Odkładając ten temat na bok – chciałem zapytać cię o Real Madryt. Domyślam się, że nadal śledzisz ich mecze, mimo że już tam nie grasz. Niewiele się zmieniło w składzie – odszedłeś ty, Toni Kroos, Nacho i to właściwie tyle. A mimo to widać, że drużyna wygląda trochę inaczej. Nadal walczą o wszystkie trofea i są w świetnej pozycji, ale jak oceniasz to wszystko z dystansu? Szczególnie ten duet Vinícius – Mbappé, który budzi tyle dyskusji? Niektórzy twierdzą, że Mbappé gra lepiej, gdy nie ma Viniego, że pasują do siebie lepiej, gdy ten drugi nie jest na boisku. Jak to widzisz?
Początki zawsze są trudne. Kiedy dwóch piłkarzy światowego formatu gra razem, może się wydawać, że sobie przeszkadzają. Ale od pierwszego dnia widać było, że Vinícius i Mbappé dobrze się dogadują – widzieliśmy, jak oddają sobie rzuty karne, jak się wspierają. W zeszłym sezonie karne wykonywał Vini, w tym roku też mógłby je dalej strzelać, ale wiadomo, że gdy do drużyny przychodzi piłkarz formatu Mbappé, to zawsze będą oczekiwania i presja. Na dziś brakuje mu tylko dwóch goli do dorobku Cristiano Ronaldo z jego pierwszego sezonu w Madrycie. A przecież mówi się: „Jest marzec, a on ma już ponad 30 goli”. Więc jeśli spojrzeć na liczby, to nie ma o czym mówić – Mbappé robi, co do niego należy. Jasne, że będą mecze lepsze i gorsze, ale problem polega na tym, że wszyscy próbują porównywać ten sezon do poprzedniego, który był doskonały. A każdy sezon jest zupełnie inny – nawet jeśli zmieniły się tylko dwie czy trzy osoby w składzie, to każda drużyna ewoluuje.
I jeszcze jedna różnica, Joselu – w zeszłym sezonie Atlético już zimą było praktycznie poza walką o tytuł, a w grudniu traciło do Realu ponad 10 punktów. A teraz? Są w dużo lepszej formie. Barcelona też była w kryzysie, a teraz wygląda lepiej. Kogo z tej trójki uważasz za najsilniejszego w walce o mistrzostwo?
Myślę, że Real ma ogromną przewagę – potrafi kończyć sezony w znakomity sposób. Pamiętam mecz z Lipskiem w Lidze Mistrzów – nie graliśmy dobrze, były słupki, poprzeczki, ale koniec końców Brahim strzelił gola, choć w dwumeczu to rywale mieli więcej okazji. I co się wydarzyło później? Wygraliśmy wszystko. Real ma ten dar – nawet jeśli nie gra idealnie przez cały sezon, to kończy go na pełnym gazie, robiąc różnicę w decydujących momentach. To drużyna, której nigdy nie można lekceważyć. Barcelona gra w tym roku lepiej niż w poprzednim, ale w Lidze Mistrzów będą mieć ogromną presję – od lat nie wygrali tych rozgrywek i teraz niemal muszą dojść do finału. I to może ich trochę przytłoczyć. Ze względu na styl gry oraz jakość zawodników, których mają, Barcelona i Atlético też liczą się w walce o tytuł. Atlético zawsze walczy do końca, choć odpadli z Ligi Mistrzów i po ostatniej porażce z Barceloną są już nieco bardziej w tyle. Ale zawsze są groźnym rywalem. W zeszłym roku wygraliśmy La Ligę na pięć kolejek przed końcem, w tym sezonie wszystko zapowiada się na dużo bardziej wyrównaną walkę. Jeśli Barcelona wygra zaległy mecz z Osasuną i wyprzedzi Real, to będzie naprawdę ciekawie.
Jedyny minus dla ciebie to chyba godziny meczów?
Tak! Tu mecze są o 21:00, czyli u mnie w Katarze zaczynają się o 23:00 i kończą o 1:30 w nocy – to jest straszne. Pamiętam ten dzień, gdy Real grał dogrywkę… Zmusiłem żonę, żeby oglądała mecz ze mną, a następnego dnia musieliśmy razem odprowadzić dzieci do szkoły.
A ona zwykle ogląda z tobą mecze?
Tak, ale czasami mecze kończą się tak późno, że mówi mi: „Nie dam rady, padam ze zmęczenia”.
Jeszcze dwa pytania i cię puszczamy, Joselu. Pierwsze o Daniego Carvajala – twojego szwagra, z którym dzieliłeś szatnię w Madrycie i w reprezentacji na EURO. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to zobaczymy go jeszcze w tym sezonie na boisku. Jak się czuje? Co ci mówi?
Dobrze! Właśnie dzisiaj widziałem, że Real wrzucił filmik z jego treningu. Ale on jest strasznie uparty, to prawdziwa bestia. Wiedziałem, że ta kontuzja go nie złamie, wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej go zmotywuje. Pamiętam, jak rozmawiałem z nim dzień po operacji – był bardzo obolały, ale dwa dni później mówił już: „Zobaczysz, jak wrócę, będę jeszcze lepszy”. On jest jak sprężyna – dasz mu trochę czasu, a on przebiegnie całą Hiszpanię!
To prawda, ale musi być ostrożny.
Oczywiście, minęło dopiero pięć miesięcy, trzeba robić wszystko stopniowo. Ale w takich urazach najważniejsza jest psychika, a on ma mentalność wojownika. Jestem pewien, że wróci do gry – jeśli nie taki sam, to nawet lepszy.
Reprezentacja Hiszpanii bardzo za nim tęskni, Real Madryt też. Na prawej obronie w ostatnich latach trudno znaleźć odpowiednie zastępstwo.
To prawda, brakuje jakościowych zmienników w hiszpańskiej piłce na tej pozycji.
(Wywiad został przerwany przez problemy techniczne).
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze