Mbappé: Staram się nie myśleć o niczym innym i dać z siebie 150% dla Realu
Przed rozpoczęciem zgrupowania reprezentacji Kylian Mbappé udzielił obszernego wywiadu dziennikowi Le Parisien. Przedstawiamy pełne tłumaczenie rozmowy piłkarza Realu Madryt z Stéphane’em Bianchim.

Kylian Mbappé. Autorem zdjęcia jest Arnaud Journois. (fot. Le Parisien)
Czy planujesz przywitać się z Didierem Deschampsem buziakiem przy ponownym spotkaniu w Clairefontaine?
(Śmiech) Nie, nigdy nie witałem się z trenerem w ten sposób, nawet nie wiem, czy by mu się to spodobało (uśmiech). Będzie uścisk, jak zawsze. Nigdy nie straciłem kontaktu z trenerem, nasza relacja się nie zmieniła. Tak samo jak ze sztabem i zawodnikami. To będzie całkowicie naturalne. Wracam, jakbym nigdy nie odszedł.
Nie było między wami żadnego zerwania?
Nie! Gdyby było, nigdy bym nie odbierał jego telefonów. Wszyscy mnie znają – jeśli z kimś naprawdę zerwę kontakt, to go nie utrzymuję, nie umiem udawać. To nie znaczy, że w relacji nigdy nie ma nieporozumień. Nawet jeśli tego nie chcę, pewnie jeszcze się zdarzą. Ale mam swoje zasady, zawsze miałem szacunek i wdzięczność wobec trenera. I nigdy ich nie stracę – to jedyny selekcjoner, jakiego miałem w reprezentacji Francji, to on dał mi pierwsze powołanie. Przeżyliśmy razem wiele sukcesów i nasza relacja nie może zostać wyrzucona do kosza z powodu dwóch czy trzech drobnych nieporozumień, które tak naprawdę nie mają żadnego znaczenia.
Czego dotyczyły te nieporozumienia?
To żadna tajemnica, ale to nieporozumienia, o których ludzie nie muszą wiedzieć. W każdej pracy zdarzają się różnice zdań między współpracownikami, ale to nie znaczy, że się nie lubią czy nie szanują.
Po sześciu miesiącach nieobecności spodziewasz się, że koledzy będą sobie żartować?
(Uśmiech) Pewnie tak, bo zawsze sobie żartowaliśmy i zawsze będziemy. Mam w tej grupie wielu przyjaciół. Niektórzy to rywale, z którymi grałem przeciwko sobie, inni to ci, z którymi spędzałem wakacje… Nigdy nie straciłem kontaktu ani z zawodnikami, ani ze sztabem, ani z trenerem. Cały czas ze sobą rozmawialiśmy.
Czy powrót do reprezentacji Francji wywołuje u ciebie szczególne emocje?
Zawsze to samo uczucie dumy, jakie daje noszenie tej koszulki. A teraz dodatkowo zaczynamy nowy rok, od razu od meczu o stawkę, czyli kwalifikacji do Final Four Ligi Narodów, i z jasnym celem – jak najlepszym przygotowaniem do mistrzostw świata w 2026 roku, które są dla tej drużyny najważniejszym wyzwaniem.
Czy brakowało ci reprezentacji Francji?
Tak, i cieszę się, że mogę tu wrócić. Wszyscy wiedzą, co dla mnie znaczy koszulka Trójkolorowych. Wracam z tą samą energią i tą samą chęcią, by reprezentacja Francji odnosiła sukcesy.
Mówisz, że wszyscy wiedzą, jak ważna jest dla ciebie reprezentacja. A jednak w tym czasie pojawiały się wątpliwości co do twojego przywiązania do kadry…
Nie odniosłem wrażenia, że ludzie kwestionowali moje przywiązanie do reprezentacji Francji. Oczywiście, było dużo dyskusji, ale to normalne – wszystko budzi zainteresowanie.
Jak byś opisał swoje przywiązanie do kadry?
Przede wszystkim to nie tylko reprezentacja piłkarska – to mój kraj! Reprezentuję go z wartościami, które wyznaje, i miłością, jaką do niego czuję. A do tego dochodzi jeszcze sama piłka nożna – moja pasja, co sprawia, że jest to jeszcze bardziej wyjątkowe, zwłaszcza gdy chodzi o grę w największych turniejach, jak mistrzostwa świata czy EURO. Nie ma nic wyższego niż gra dla reprezentacji. Może trzeba to przypominać ludziom, ale dla nas, piłkarzy, to oczywiste.
Dlaczego nie powiedziałeś tego otwarcie? Wciąż pozostaje pewien niedosyt związany z tym okresem…
To nie należało do mnie. W przeszłości było wiele podobnych sytuacji i nigdy to nie zawodnik wychodził przed szereg, by tłumaczyć sprawę. Nie rozumiem, dlaczego tym razem oczekiwano, że to ja się wypowiem. Jeśli jesteś kontuzjowany, to wypowiadają się klub i sztab medyczny. Jeśli masz rozmowę z trenerem, to on o niej mówi. W moim przypadku klub komunikował się z federacją, a w drugiej sytuacji to selekcjoner zabrał głos. Nie rozumiem, dlaczego ludzie oczekiwali, że to ja będę się tłumaczyć.
Może dlatego, że po tym, jak we wrześniu chciałeś odpocząć, a w październiku nie było cię na zgrupowaniu, w listopadzie, kiedy zadeklarowałeś chęć powrotu, trener cię nie powołał, co mogło wywołać pewne niezrozumienie…
Z zewnątrz może to tak wyglądać, rozumiem to. Ale komunikacja wewnętrzna zawsze była jasna. Nie było żadnego zawahania się między nami. Wiedziałem, dlaczego tak się dzieje i jak to wszystko wygląda. Może dla opinii publicznej nie było to do końca przejrzyste, ale w środku wszystko było całkowicie klarowne.
Jak przeżyłeś medialne zamieszanie wokół siebie w tym okresie?
To się zdarza, kiedy jesteś tym, kim jesteś, i reprezentujesz to, co reprezentujesz. Myślę, że ludzie, nie mając pełnego obrazu sytuacji, próbowali wypełnić lukę. Pojawiały się fałszywe informacje, ludzie wyciągali własne wnioski, mówili w moim imieniu, twierdzili, że skupiam się tylko na dużych meczach w reprezentacji, że nie chcę wrócić… Czasami trzeba po prostu to zostawić. To było tak absurdalne, że nie warto było na to reagować.
Czy to nie jest związane z twoją osobowością i statusem?
Nie wiem. Może kiedy wszystko idzie dobrze, jestem bardziej wychwalany, a gdy coś się nie układa, krytyka jest większa niż u innych. Nie wiem, czy to dobrze, czy sprawiedliwe, ale tak po prostu jest. Nauczyłem się z tym żyć. Moim jedynym celem w reprezentacji Francji jest zdobycie mistrzostwa świata, reszta to tylko gadanie.
W tamtym okresie nie układało się ani w Madrycie, ani w twoim życiu prywatnym. Czy przyszło ci do głowy, żeby rzucić to wszystko?
Nie, nigdy. Nigdy, nigdy, nigdy. Nie znam piłkarza, choćby najlepszego na świecie, który miałby całkowicie prostą i bezproblemową karierę. Każdy przeżywa trudne chwile, kiedy trzeba zacisnąć zęby i pracować. Mnie też to spotkało. Ale podniosłem się znacznie szybciej, niż wielu się spodziewało. Teraz trzeba to utrzymać, bo odbicie się od dna jest łatwiejsze niż pozostanie na szczycie. To jest najtrudniejsze i to się liczy na końcu.
Kiedy całe życie odnosisz sukcesy, jak radzisz sobie z pierwszymi trudnymi momentami?
To nie jest pierwszy trudny moment w moim życiu. Po prostu teraz mam inny status, a co za tym idzie – inne oczekiwania i większe konsekwencje. Przeszedłem już przez trudne chwile, ale wcześniej nie wzbudzały one takiego zainteresowania, bo nie byłem jeszcze na takim poziomie.
Chodziło zarówno o twoje życie sportowe, jak i prywatne…
Tak, rozumiem. Nadal uważam, że to nie ja się zmieniłem, tylko sposób, w jaki na mnie patrzono. To wszystko wokół mnie się zmieniło, a nie ja przeżywałem pierwszy trudny moment.
Kiedy Kylian Mbappé ma trudności, komu się zwierza?
Tu nie chodzi o to, komu się zwierzam, ale gdzie szukam schronienia. Wracam do tego, co kocham, do tego, co jest dla mnie ważne. Kiedy było mi trudno, skupiałem się na piłce, na czerpaniu z niej radości. Trzeba się skupić na tym, co kochasz, i robić to dobrze. Moim priorytetem było wtedy dobrze grać w Madrycie. Chciałem się odbudować i pokazać, że tutaj mi się uda. To było najważniejsze, bo w Madrycie, nawet jeśli adaptacja zajęła trochę czasu, byłem szczęśliwy od pierwszego dnia.
Dlaczego więc było tak trudno?
To była suma różnych czynników. Musiałem przystosować się do nowego klubu, nowego kraju… Trafiłem na moment w karierze, kiedy sportowo nie byłem w swojej najlepszej formie, a jednocześnie musiałem być od razu na najwyższym poziomie, bo czekały nas już finały, liga, w której trzeba wygrywać każdy mecz, bo konkurencja jest ogromna, nowy format Ligi Mistrzów, mecze co trzy dni, siedem różnych rozgrywek do rozegrania… Było dużo do przyswojenia i to w ekspresowym tempie. Niestety, udało mi się to zrobić „tylko” szybko. Ale wiedziałem, że prędzej czy później to zaskoczy. Klub od początku podchodził do mnie we właściwy sposób, wiedziałem, że w pewnym momencie karta się odwróci i będę mógł pokazać swoje umiejętności w Madrycie.
Co sprawiło, że grałeś gorzej?
Nieudane EURO, w którym nie zagraliśmy dobrze i którego nie wygraliśmy, końcówka sezonu w PSG, gdzie grałem znacznie mniej… To było nagromadzenie różnych rzeczy – kontuzje, słabsza forma, sytuacje, których wcześniej w karierze nie doświadczyłem. Musiałem się odbudować, żeby znów być zawodnikiem, którym wiem, że mogę być.
Miałeś wtedy chwile zwątpienia?
Nie, to nie tak, że zwątpiłem, ale mam wobec siebie ogromne wymagania i może przez to chciałem aż za bardzo. Nie doszło do momentu, w którym pomyślałem, że zapomniałem, jak grać w piłkę. Ale za każdym razem chciałem zagrać świetny mecz i miałem nadzieję, że to będzie ten, który wszystko odwróci. Żaden piłkarz na świecie nie traci nagle swoich umiejętności. Ostatni przykład to Kolo Muani – on nie odzyskał swojej gry w drodze między Paryżem a Turynem, to tylko kwestia kontekstu.
Był jakiś konkretny moment przełomowy?
Nie wiem, czy można wskazać jeden moment, raczej przyszło to stopniowo. Z meczu na mecz grałem coraz lepiej, zacząłem znowu strzelać gole, grać bardziej instynktownie, być dynamiczniejszy, bardziej zdecydowany i pewniejszy siebie. To się działo stopniowo, nie było jednego meczu, który wszystko zmienił. Poczułem się dobrze pod koniec listopada, na początku grudnia i od tamtej pory minęły trzy–cztery miesiące, w których wszystko idzie w dobrą stronę.
Didier Deschamps ogłosił, że odejdzie po mistrzostwach świata w 2026 roku. Wiedziałeś o tym wcześniej?
Nie, i nie chciałem wiedzieć. To jego decyzja, jego sprawa. Ja, kiedy podejmuję takie decyzje, nie lubię wtajemniczać innych, więc rozumiem, że on też nie chciał tego robić.
Jak przyjąłeś tę decyzję?
Ma swoje powody, tylko on może je wyjaśnić. Jest w reprezentacji Francji od wielu lat, odniósł ogromne sukcesy i mam nadzieję, że zakończy swoją przygodę kolejnym tytułem. To byłoby odpowiednie podsumowanie wszystkiego, co dał tej drużynie. Potem będzie kontynuował swoje życie, zarówno prywatne, jak i zawodowe. Ale patrząc na jego historię z reprezentacją, na pewno nigdy nie będzie od niej daleko.
Teraz będzie dużo spekulacji na temat jego następcy. Masz jakieś preferencje?
Nie wiem. Wiem, o kim chcesz, żebym mówił, ale nie będę o nim mówił, bo to nie moja rola. W Federacji jest prezes i to on podejmie decyzję. Wszyscy mówią o Zidanie, więc nie będę udawał, że mieszkam w jaskini i nie wiem, co się dzieje, ale to nie do mnie należy wypowiadanie się w tej sprawie.
Ale czy Zidane to idealny kandydat na następcę?
To Zinédine Zidane! Ale tak jak mówiłem, decyzję podejmie Philippe Diallo. Zobaczymy, jakie kryteria weźmie pod uwagę i co zdecyduje.
Mieszkacie w tym samym mieście, nigdy się nie spotkaliście, żeby o tym porozmawiać?
(Uśmiech) Spotkaliśmy się kilka razy, ale staram się, żeby nie zdarzało się to zbyt często, bo jeśli spotykam Zidane’a, od razu pojawia się mnóstwo spekulacji. Staram się więc tego unikać, choć oczywiście zawsze miło jest zobaczyć Zinédine’a Zidane’a.
A skoro mowa o innych Francuzach w Madrycie – mówi się, że jesteś sąsiadem Antoine’a Griezmanna, ale nie chcesz z nim rozmawiać…
(Śmiech) Oczywiście, że rozmawiamy! Często gadam z Antoine’em. Uwielbiam jego syna, jest totalnym świrem na punkcie piłki, trochę przypomina mi mnie samego, kiedy byłem mały. Uwielbiam go, Amaro! Ale prawdą jest, że sytuacja jest trochę skomplikowana, bo żyjemy w mieście, gdzie nasze kluby to prawdziwi rywale. W Francji ludzie nie zdają sobie sprawy, co to znaczy, gdy dwie drużyny z jednego miasta są takimi rywalami. Ale jeśli chodzi o Antoine’a, nie martwcie się, mamy bardzo dobrą relację. Wiele razy zapraszał mnie do siebie na grilla. Ale w Madrycie, przed dwumeczem, coś takiego jest po prostu niemożliwe. Jeszcze nie mieliśmy okazji tego zrobić, ale w końcu się uda, w końcu mieszkamy na tym samym osiedlu.
Pojawiło się wiele spekulacji na temat jego możliwej rezygnacji z gry w kadrze we wrześniu. Rozmawialiście o tym?
Oczywiście. Rozmawiałem z Antoine’em, zanim podjął decyzję. Wiedziałem nie tylko, że zamierza skończyć z kadrą, ale też dlaczego. Ale to zawsze tak samo – to jego decyzja i tylko on może wam powiedzieć, dlaczego tak postąpił. Dużo o tym gadaliśmy przed jego decyzją, a potem jeszcze na wrześniowym zgrupowaniu. To było trudne zgrupowanie, zarówno dla niego, jak i dla mnie. Po przegranej z Włochami na Parc des Princes mocno to przeżyliśmy. Po meczu z Belgią wracaliśmy razem do Madrytu, był z rodziną… Jedyne, co mogę powiedzieć, to że wcale mnie nie zaskoczyło, gdy ogłosił swoją decyzję.
Dlaczego to zgrupowanie było dla ciebie tak trudne?
Bo zostaliśmy z Antoine’em trochę wskazani jako winni czegoś, za co tak naprawdę nie odpowiadaliśmy. W tamtym momencie czuliśmy brak uznania za to, co wnieśliśmy do reprezentacji. Mieliśmy wrażenie, że wszystko, co do tej pory daliśmy tej drużynie, zostało wyrzucone do kosza, jakbyśmy dopiero co do niej dołączyli. Ale tak wygląda futbol na najwyższym poziomie – trzeba umieć sobie z tym radzić i pokonywać przeszkody. On zdecydował się zakończyć reprezentacyjną karierę, ja spróbuję grać tak długo, jak tylko będę w stanie. Zobaczymy, dokąd mnie to zaprowadzi.
Czy to znaczy, że masz już w głowie myśl o zakończeniu gry w kadrze?
Nie, po prostu skupiam się na mistrzostwach świata w 2026 roku, to jest mój cel. Od zawsze mówiłem, że moim marzeniem jest zdobyć kolejne mistrzostwo świata, a reszta mnie nie interesuje. Wszystkie moje myśli i ambicje są skierowane na 2026 rok i turniej w Stanach Zjednoczonych.
Skoro mówimy o Griezmannie, to warto też wspomnieć o opasce kapitańskiej, o którą rywalizowaliście. Czy masz w sobie cechy, które czynią cię odpowiednim kapitanem?
Jestem jedyną osobą, której w ogóle zadaje się to pytanie. Komuś innemu byście nie zapytali, czy nadaje się na kapitana. Opaska została mi przekazana, przyjąłem ją i staram się wypełniać swoje zadanie najlepiej, jak potrafię. Nie rozumiem jednak, dlaczego po ośmiu latach w reprezentacji, gdzie temat kapitana nigdy nie był kontrowersyjny, teraz nagle jest to przedmiotem dyskusji. Kiedy Hugo (Lloris) nie mógł grać, nikt nie mówił o wicekapitanach. A teraz nawet to wywołuje debaty. Może uznacie mnie za naiwnego, ale naprawdę tego nie rozumiem. Chciałbym, żeby ktoś mądrzejszy ode mnie mi to wytłumaczył. Mam pewne przemyślenia na ten temat, ale lepiej zatrzymać je dla siebie.
Co masz na myśli?
Mam swoje zdanie, ale je zachowam, bo wiem, że są ludzie, którzy nigdy nie mieli do czynienia z takimi sytuacjami i po prostu by ich nie zrozumieli. Ale mam swoją teorię na temat tego, dlaczego tak się dzieje i jak to wszystko wygląda.
Czy ta opaska to dla ciebie dodatkowe obciążenie?
Może niektórzy tak myślą, ale ja nigdy tak tego nie postrzegałem. Wręcz przeciwnie – to przede wszystkim duma i większa odpowiedzialność, a nie ciężar. Mówimy przecież o kapitanie reprezentacji Francji! Nie można lekceważyć, co to znaczy i co się z tym wiąże. Nadal będę ją nosił z dumą i z takim samym pragnieniem, by ta drużyna odnosiła sukcesy.
Uważasz, że jesteś dobrym kapitanem?
Staram się… Staram się. Ale to ja mam pytanie do was – czym w ogóle jest dobry kapitan? Nie wiem, czego ludzie oczekują od kapitana. Grałem w reprezentacji pod wodzą różnych liderów – Raphaëla Varane’a, Hugo Llorisa, Antoine’a Griezmanna, Paula Pogby… Każdy był inny, każdy miał swój styl. I ja też jestem inną wersją kapitana niż ci, którzy nosili opaskę przede mną. Więc jeśli istnieje jakaś definicja „dobrego kapitana”, to chętnie bym ją poznał.
Podstawową cechą kapitana jest bycie wzorem do naśladowania, prawda?
Ale bycie przykładem nie oznacza robienia wszystkiego idealnie. To byłaby perfekcja. Można popełniać błędy i nadal być wzorem, bo dzięki temu inni mogą się na nich uczyć. Oczywiście najlepiej byłoby robić wszystko dobrze, ale gdyby tak było, czy piłka nożna wciąż byłaby tak ekscytująca? Nie sądzę! W tej drużynie jestem teraz zawodnikiem z największą liczbą występów (86 meczów), jednym z najbardziej doświadczonych, więc staram się dzielić swoim doświadczeniem i być najlepszym możliwym przykładem – zwłaszcza dla młodego pokolenia.
Przejdźmy do konkretów: kapitan reprezentacji Francji, który jest łącznikiem między drużyną a kibicami, może przyjść na konferencję prasową i pokazać, że nie jest zadowolony, że musi tam być?
Po pierwsze, kibice powinni wiedzieć – bo może nie wszyscy o tym wiedzą – że ani regulamin federacji, ani FIFA nie nakłada na kapitana obowiązku uczestnictwa w konferencjach prasowych. Po drugie, kapitan to nadal człowiek. Szczerze mówiąc, myślę, że żaden piłkarz nie czerpie szczególnej przyjemności z chodzenia na konferencje prasowe. Ale to część pracy – przychodzimy, robimy to, czasem lepiej, czasem gorzej, jak w każdym innym występie. Bywa też tak, że niektórzy dziennikarze nie zadają najlepszych pytań, a nikt nie mówi wtedy, że są niezadowoleni, że tam są. W końcu wszyscy jesteśmy tylko ludźmi – każdemu zdarza się gorszy dzień. Trzeba zaakceptować, że nie jesteśmy idealni i że nie każda nasza konferencja prasowa będzie perfekcyjna.
Gwiazdy futbolu często mają opinię trudnych do zarządzania. Uważasz, że należysz do tej kategorii?
Na co dzień nie sądzę, żebym był kimś trudnym do zarządzania. Problem polega na tym, że gdy tylko wydarzy się coś wokół mnie, od razu trafia to na czołówki gazet. To sprawia, że osoba, która musi podejmować decyzje dotyczące mnie, odczuwa większą presję, bo wie, że wszystko zostanie przeanalizowane i skomentowane przez wszystkich. To może trochę komplikować sytuację. Ale jeśli chodzi o codzienne funkcjonowanie, ci najwięksi zawodnicy wcale nie są bardziej „nie do opanowania” niż inni. Po prostu jeśli gwiazda – jak to określasz – ma jeden problem na trzy miesiące, to media będą o tym mówić przez trzy miesiące. A jeśli inny zawodnik będzie miał dziesięć problemów w miesiącu, nikt nie będzie się tym tak długo interesować.
W Lidze Mistrzów możesz trafić na PSG w półfinale. Chciałbyś tego czy wolałbyś tego uniknąć?
Najgorsze, co można zrobić, to zacząć o tym myśleć. To przypomina mi poprzedni sezon, kiedy wszyscy byli przekonani, że finał PSG przeciwko Realowi jest już zapisany w gwiazdach. A ostatecznie nas tam nie było, bo PSG odpadło w półfinale z Dortmundem. Dlatego myślę tylko o Arsenalu, naszym rywalu w ćwierćfinale, i o Realu Madryt. Wciąż walczymy na wszystkich frontach. Mamy szansę osiągnąć coś wielkiego w końcówce sezonu i cała nasza energia musi być skoncentrowana na tym, na nas samych i na najbliższych meczach. Takie spekulacje zostawmy kibicom, oni mają prawo ekscytować się i przewidywać różne scenariusze. My nie mamy na to czasu.
Co sądzisz o opinii, że PSG jest lepsze bez Kyliana Mbappé?
To mnie zupełnie nie zajmuje… Oglądam wszystkie mecze, oczywiście także PSG. Życzę im jak najlepiej. Ale ja jestem skupiony na Realu Madryt i na historycznej potrójnej koronie, którą możemy zdobyć. To coś, czego Real Madryt jeszcze nigdy nie dokonał, więc byłoby niesamowite osiągnąć to już w moim pierwszym sezonie tutaj. Staram się nie myśleć o niczym innym i dać z siebie 150% dla Realu, żeby zdobyć te trofea.
W Paryżu twój przyjaciel zachwyca. Jak wytłumaczysz eksplozję formy Ousmane’a Dembélé, najlepszego strzelca w Europie w 2025 roku?
Z Ousmane’em to proste – rozmawiamy codziennie. Widzieć, jak osiąga takie rzeczy, to dla mnie coś osobistego, bo wiem, jak bardzo był krytykowany, jak bardzo go wyśmiewano. Od kiedy mamy po 14 lat, jestem jego największym kibicem. Zawsze mówiłem, nawet gdy nie strzelał goli, że to jeden z najlepszych piłkarzy na świecie. Niektórzy myśleli, że mówię to tylko dlatego, że go lubię. Ale ja potrafię oddzielić przyjaźń od realiów boiska. Ousmane osiągnął dojrzałość w wieku 27 lat, co jest zupełnie normalne w piłce nożnej. Są gracze, którzy dojrzewają wcześniej, więc mogło się wydawać, że jest spóźniony. Ale nie – on nigdy nie był spóźniony, to naturalna ścieżka piłkarza, który osiąga pełnię możliwości w wieku 27 lat. I ma przed sobą jeszcze wiele dobrych lat. Jestem naprawdę szczęśliwy z jego powodu i mam nadzieję, że będzie tak grał dalej. Zasłużył na to, ciężko na to pracował i mam nadzieję, że utrzyma ten poziom także w reprezentacji Francji do 2026 roku, żebyśmy razem mogli zostać mistrzami świata (śmiech).
Czy stał się kandydatem do Złotej Piłki? Może zagrozić tobie w walce o tę nagrodę?
A co to znaczy „piłkarz Złotej Piłki”? Rodri to dla ciebie zawodnik na Złotą Piłkę? Dla mnie początkowo nie był, myślałem, że trofeum zgarnie Vinícius, ale ostatecznie to Rodri je zdobył. Gdybym powiedział ci to trzy miesiące wcześniej, uznałbyś, że bredzę. Dziś nie wiadomo, kto wygra Złotą Piłkę. Jedno jest pewne – nikogo nie można wykluczać, każdy ma szansę, nawet bramkarz.
Jeśli Real Madryt trafi na PSG w Lidze Mistrzów, podałbyś rękę Nasserowi Al-Khelaïfiemu?
Oczywiście, oczywiście! Spędziłem w Paryżu siedem lat, przeżyłem tam niesamowite chwile. Nie należę do osób, które patrzą tylko na negatywy – umiem docenić to, co życie mi daje, zarówno zawodowo, jak i prywatnie. Oczywiście, że podałbym mu rękę. I nie, nie wyobrażajcie sobie, że wcześniej splunąłbym w dłoń! (śmiech)
Na jakim etapie jest konflikt między wami?
To sprawa dla prawników. Myślę, że wkrótce zostanie rozwiązana, ale to coś, co mnie zupełnie nie martwi.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze