Advertisement
Menu
/ as.com

James: Zadzwonił do mnie Florentino i zapytał: „Chcesz chwały czy pieniędzy?”

James Rodríguez udzielił wywiadu swojemu znajomemu, Edu Aguirre. Przedstawiamy najważniejsze wypowiedzi Kolumbijczyka z tej rozmowy.

Foto: James: Zadzwonił do mnie Florentino i zapytał: „Chcesz chwały czy pieniędzy?”
James Rodríguez w barwach Realu Madryt w 2020 roku. (fot. Getty Images)

– Blisko pokonania Argentyny na Copa América? Tak, zagraliśmy świetny turniej, dla mnie osobiście był on spektakularny. Chcieliśmy zdobyć tytuł i byliśmy blisko, ale przez czynniki zewnętrzne nie udało nam się zostać mistrzami Ameryki. Sędzia nie podyktował dla nas dwóch rzutów karnych, a moim zdaniem jeden z nich był ewidentny. Po wszystkich meczach publikowano nagrania audio z VAR-u, ale w finale już nie. To dziwne. My mieliśmy trudniejszą drabinkę – była tam Brazylia, Urugwaj i mocni rywale, a oni grali po stronie, gdzie przeciwnicy byli słabsi. Poza tym my musieliśmy więcej podróżować, choć nie szukamy w tym wymówek. Byliśmy w dobrej formie na finał, rozegraliśmy świetny mecz, a oni strzelili gola na trzy minuty przed rzutami karnymi. Wygrali wszystko, nie mówię, że nie zasługiwali na triumf – jeśli zostali mistrzami, to dlatego, że na to zasłużyli – ale prawdą jest, że te zewnętrzne czynniki miały wpływ i nas osłabiły.

– Jak to jest nosić numer 10 w reprezentacji Kolumbii? To marzenie, które masz od dziecka i które chcesz spełnić. Od momentu, gdy zakładam koszulkę, to coś wyjątkowego – mieć za sobą cały kraj i być kapitanem świetnego pokolenia. Jako kapitan staram się, żeby wszyscy dobrze się czuli. Rozmawiam z nimi, sprawdzam, co się dzieje, próbuję doradzać. To nie tylko opaska na ramieniu, dla mnie ważne jest także to, co dzieje się poza boiskiem.

– Czy czuję presję całego kraju? To dobra presja, bo to spełnienie marzenia i sprawia, że chcę grać jeszcze lepiej. W Medellín nie mogę swobodnie wyjść na ulicę, mogę pójść coś zjeść, ale nie do miejsc, gdzie jest dużo ludzi, bo to byłoby niemożliwe. Zazwyczaj wybieram restauracje z bardziej prywatnymi strefami.

– Gdzie najbardziej odczuwam swoją popularność – w Hiszpanii czy Kolumbii? W Hiszpanii również, zwłaszcza podczas mojego ostatniego pobytu w Rayo. Kibice prosili mnie o zdjęcia, a madridistas zaczepiali mnie na ulicy i pytali: „Dlaczego odszedłeś?”. W Madrycie strzelałem ładne gole i myślę, że dlatego nadal darzą mnie sympatią.

– Jak radzę sobie z krytyką? Kiedyś mnie to dotykało, teraz już niczego nie czytam. Od 2020 roku nie wchodzę na X, nie korzystam z Facebooka, jedynie z Instagrama i TikToka. Skupiam się na sobie – wiem, kiedy zagram słabo, a kiedy dobrze, mam świadomość swoich występów. Dziś futbol jest bardzo zdominowany przez wyniki – zagrasz źle, ale strzelisz gola albo zaliczysz asystę i nagle wszyscy twierdzą, że rozegrałeś świetny mecz. Sam tak miałem. Oczywiście wolę wygrać i zagrać słabo.

– Jak radzę sobie z porażkami? Nie lubię przegrywać, ale kiedy wracam do domu, staram się oddzielić to od życia rodzinnego. Zawsze chcę wygrywać i dobrze grać. Kiedy byłem w Madrycie, nauczyłem się radzić sobie z tym wszystkim, bo zawsze byłem w centrum uwagi i gdybym przejmował się wszystkim, co mówiono, to bym zwariował. Wcześniej, gdy coś czytałem, często mnie to motywowało – myślałem wtedy: „Udowodnię im, że się mylą”. Lubię grać na stadionach, gdzie kibice mnie wygwizdują.

– Jak wyglądało moje dzieciństwo? Było szczęśliwe. Nie miałem wszystkiego, ale miałem to, czego potrzebowałem, żeby być szczęśliwym – piłkę i buty. W szkole byłem fatalny, jedynie na WF-ie byłem dobry. Gdy byłem dzieckiem, byłem najlepszy w swoim zespole. W wieku 12–13 lat zacząłem wierzyć, że mogę zostać piłkarzem, bo widziałem, że mam talent. Ale oczywiście wszystko musiało się odpowiednio ułożyć, bo miałem kolegów, którzy mieli więcej umiejętności ode mnie, a mimo to nie zrobili kariery. Czy w piłce jest potrzebne szczęście? Nie wiem, ale na pewno wiele rzeczy musi się zgodzić, żebyś dotarł na najwyższy poziom. Nigdy nie byłem szybki. Pracowałem nad tym i nadal to robię, zwłaszcza nad dynamiką na krótkim dystansie, żeby móc zostawiać rywali w tyle.

– Jak wspominam grę w Argentynie i w Porto? Bez VAR-u dostawałem mnóstwo kopniaków, było bardzo dużo fauli. Gdy grałem w Ameryce Południowej, futbol był bardziej fizyczny i bezpośredni. Po przejściu do Porto zauważyłem różnicę – gra była płynniejsza, podania szybsze, ale dzięki technice łatwo się przystosowałem. Moim zdaniem eliminacje do mistrzostw świata w Ameryce Południowej są trudniejsze niż w Europie.

– Jak wyglądało moje przejście do Realu Madryt? Podczas mistrzostw świata Jorge Mendes powiedział mi, że chce mnie Real Madryt. Uprzedził mnie: „Nie trać koncentracji”, co dodało mi jeszcze więcej motywacji. Chwilę później zagrałem mecz przeciwko Japonii – wszedłem na boisko i strzeliłem gola. Potem zdobyłem dwie bramki przeciwko Urugwajowi. Ta informacja dała mi dodatkową siłę. Miałem 22 lata i pomyślałem: „Muszę grać jeszcze lepiej”. Wtedy zostałem królem strzelców mundialu.

– Dlaczego wybrałem Madryt? Chciały mnie też Manchester City i PSG, oferowali ogromne pieniądze, pensje na poziomie tych, które są dziś standardem, ale wybrałem Real Madryt, bo zadzwonił do mnie Florentino i zapytał: „Chcesz chwały czy pieniędzy?”. Zawsze byłem madridistą. Real Madryt to Real Madryt. Kiedy tam trafiłem, pomyślałem: „Jak mam rozmawiać z Ramosem, Karimem, Modriciem, Cristiano czy Ikerem?”. A potem wszedłem do szatni i wszyscy byli spokojni, jakby grali razem na osiedlowym boisku. Florentino zawsze dobrze mnie traktował, nie rozmawiałem z nim od dawna, ale wiem, że zawsze byłem jednym z jego ulubieńców. Kiedy odchodziłem do Bayernu, powiedział mi: „Szkoda”. Do Realu trafiłem w tym samym czasie co Ancelotti. W drużynie byli Kroos, Isco, Benzema i Bale, więc myślałem, że w pierwszym meczu nie zagram, bo miałem za sobą zaledwie pięć dni treningów. Ale Carlo wystawił mnie w podstawowym składzie i zagrałem 60 minut.

– Mój pierwszy sezon? Strzeliłem ponad 14 goli i zaliczyłem 15 asyst, to był spektakularny sezon, podobny do tego, jaki teraz miał Bellingham w swoim pierwszym roku. Bardzo podoba mi się jego gra. Myślę, że może wygrać Złotą Piłkę. Oczywiście, ja miałem pecha, bo musiałem rywalizować z Messim, Cristiano, Iniestą, Xavim, Suárezem, Neymarem… W 2014 roku zająłem ósme miejsce, przed sobą miałem tych wszystkich gigantów. Chciałbym zdobyć Złotą Piłkę, byłem blisko, ale prawda jest taka, że bardziej skupiałem się na Lidze Mistrzów.

– Starcie z Benítezem? Miałem z nim spięcie. Na początku na mnie stawiał, ale potem już nie. W jednym meczu zostałem zmieniony i Bernabéu go wygwizdało za tę decyzję. Wykonałem wtedy gest, a on chyba pomyślał, że podburzyłem kibiców przeciwko niemu i źle to odebrał.

– Ancelotti? To, czy trener odniesie sukces, zależy w dużej mierze od tego, jak zarządza grupą. Jeśli spojrzysz na Carletto, zobaczysz, że wszyscy zawodnicy, którzy grali w jego drużynach, osiągali wysoki poziom. Kaká świetnie prezentował się u niego w Milanie, w Madrycie stało się tak samo z Cristiano, Viním, Rodrygo i ze mną. Ancelotti to trener wyjątkowy, dla mnie najlepszy na świecie. Z nim zawsze grałem.

– Zidane? Zawsze był moim idolem. Czasami wchodził na trening i miał więcej jakości niż my wszyscy razem wzięci. Gdy został trenerem, media nakręcały wokół tego sensację. Nie miałem z nim żadnego konfliktu, nie byłem na niego zły, jak niektórzy mówili, ale znalazł świetnie funkcjonujący zespół, w którym dla mnie nie było miejsca. Grałem pod jego wodzą, ale w kluczowych meczach na mnie nie stawiał – wybierał Kroosa, Casemiro i Modricia, co było zrozumiałe.

– Relacje z prasą? Cierpiałem przez to, bo często wymyślano historie, że niby nie dbałem o siebie albo nie trenowałem, a ja zawsze pracowałem na pełnych obrotach. Gdyby było inaczej, to mając 33 lata, nie mógłbym grać na tak wysokim poziomie, jak w Copa América. Bardziej bolało to moich bliskich – pytali mnie: „Dlaczego nic nie mówisz?”, ale ja uważałem, że najlepiej odpowiedzieć na boisku. Gdybym rzeczywiście nie dbał o siebie, nie byłbym w stanie rywalizować. Nie chowam urazy do hiszpańskich mediów. Trzeba umieć wybaczać.

– Rodzina? Jest bardzo mało osób, które naprawdę mnie znają. Ci, którzy mnie dobrze poznali, mówią: „Szkoda, że ludzie nie widzą, jaki jesteś naprawdę”. Lubię żartować, jestem bardzo zabawnym gościem. Moja mama, dwójka moich dzieci i ojczym zawsze mnie wspierali. Mój syn interesuje się piłką i już teraz zaczyna się przejmować, co mi się nie podoba. Często gram po to, żeby byli ze mnie dumni. Moja córka była na wszystkich meczach Copa América. Była dumna ze swojego ojca. Bardzo za nią tęsknię, mieszka w Miami. Nie chcę, żeby mój syn został piłkarzem, bo od razu będzie na niego nakładana presja związana z moim nazwiskiem. Jeśli sam będzie tego chciał, to w porządku, ale nie chcę, żeby czuł się zmuszony. Gdybym nie został piłkarzem, nie wiem, co bym robił. Od zawsze chciałem grać w piłkę i nigdy nie wyobrażałem sobie innej drogi. Nadal trochę się denerwuję przed meczami, przed wejściem na boisko. Wiem, że gdy skończę karierę, bardzo za tym zatęsknię, dlatego przeżywam każdy mecz, jakby był moim ostatnim.

– Plany na zakończenie kariery? Chcę zagrać na mundialu w 2026 roku, a potem zobaczę, czy moje ciało pozwoli mi grać jeszcze rok, dwa, czy już nie. Po mistrzostwach podejmę decyzję. Moja córka chce, żebym grał do 39. roku życia. Myślę, że mój styl gry, oparty na technice, a nie na fizyczności, może mi pomóc w dłuższej karierze. Jeśli po mundialu zakończę grę, moja córka mnie zabije! Dla niej pewnie bym się jeszcze zastanowił. Po zakończeniu kariery chciałbym zostać właścicielem lub prezesem jakiegoś klubu, ale nie trenerem. Lubię oglądać piłkę, ale z dystansu. Nie wydaje mi się, żebym za trzy lata nagle poczuł chęć trenowania.

– Czy oglądam mecze? Nie za bardzo, bo piłka stała się monotonna. Nikt nie robi czegoś, przez co myślisz: „Chcę oglądać jego grę”. Teraz wszystko jest szybkie, bezpośrednie. Nie ma już piłkarzy, którzy robili rzeczy jak Neymar, Messi, Cristiano czy Robben. Vinícius ma więcej siły, Neymar więcej techniki. Oglądam mecze i często się nudzę.

– Jak oceniam Real? Nie oglądam ich zbyt często, ale w zeszłym sezonie wygrali Ligę Mistrzów. Z Mbappé będą jeszcze mocniejsi. Barcelona też wygląda dobrze. Lamine przypomina mi mnie samego, będzie wielkim piłkarzem, widać u niego pewne rzeczy, które miał Neymar. Gdyby nie Messi i Cristiano, Neymar miałby trzy Złote Piłki, ale niestety musiał rywalizować z tymi potworami.

– Najlepszy piłkarz na świecie? Mój ranking: Mbappé, Bellingham, Vinícius.

– Pirlo czy Kaká? Pirlo.

– Pirlo czy De Bruyne? De Bruyne.

– De Bruyne czy Zidane? Zidane.

– Zidane czy Bellingham? Zidane.

– Zidane czy Özil? Zidane.

– Zidane czy Isco? Zidane.

– Zidane czy James? Zidane był znakomity, w swoim prime wygrał mistrzostwo świata, ale... James.

– James czy Modrić? James.

– James czy Kroos? James.

– James czy Xavi Hernández? W swoim prime – James.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!