Carvajal: Nie chcemy zbytnio ubóstwiać Bellinghama, ponieważ poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko
Dani Carvajal udzielił wywiadu Jorge Valdano w jego autorskim programie Universo Valdano w telewizji Movistar Plus. Przedstawiamy najważniejsze fragmenty z tej rozmowy.

Fot. Getty Images
– Moja osobowość? Zawsze miałem poważny wyraz twarzy. Oczywiście na drodze może stać wiele przeszkód, ale ilekroć mogę wygłosić przemówienie lub podczas wydarzenia z udziałem dzieci, mówię im, aby robili wszystko, co w ich mocy. W treningu, w życiu… dajcie z siebie wszystko. Miałem kilka trudnych momentów, kontuzji, które się odnawiały, ale jestem bardzo dumny, że po drodze pokonałem wiele przeszkód. Często zostaje to w mojej pamięci bardziej niż wiele tytułów.
– Rozwój futbolu? Wiele się zmieniło od czasu, gdy 11 lat temu zaczynałem grać w pierwszej drużynie. Pamiętam, że mieliśmy BBC i gdy przyjeżdżał do nas zespół ze środka tabeli, to wiedziałeś, że strzelisz im ze cztery gole. Grałeś z większą swobodą, bo nie byli tak dobrze przygotowani taktycznie, ponieważ nie sądzę, by przeciwnicy wiedzieli, jak nas zatrzymać. Teraz trudno to zauważyć, każda drużyna u siebie może cię pokonać, jeśli nie jesteś dokładny. Na poziomie fizycznym wiele się poprawiło i wszystko jest bardziej wyrównane.
– Szkółka i przejście do Bayeru? Przybyłem w wieku 10 lat, ominąłem tylko Juvenil C i Real Madryt C. Oferta z Leverkusen nadeszła w kluczowym momentem w mojej karierze, miałem kilka propozycji i oceniłem z rodziną, co jest najlepsze, czy być w drugiej lidze w Castilli z myślą o szansie w pierwszej drużynie, czy odejść. Wiedziałem, że o grę w pierwszym zespole będzie trudno, a Leverkusen postawiło na mnie. Szybko się zaadaptowałem, system był podobny do obecnego, miałem swobodę i pewność siebie, z jasnymi pomysłami na powrót do Madrytu.
– Powrót? Mój ojciec powiedział mi, że szkoda, że Real Madryt mnie odkupił, bo nie wie, czy będę grał. Oczywiście rozumiałem go, ale w tamtym momencie nie mogłem zrobić nic innego, tak to już jest. Miałem szczęście, że na boku był tylko Arbeloa, była zmiana trenera i wszystko się zgrało. Tak, mogłem być człowiekiem z jednego klubu, tak, ale pobyt w Niemczech wiele mi dał i myślę, że samo Leverkusen też. Nie mogę się doczekać, aby znów tam zagrać, zobaczyć ludzi w klubie i zobaczyć, jak zostanę przyjęty. Często myślę o tym, co by się ze mną stało, gdyby Real Madryt mnie nie wykupił.
– Bycie w tak wielkim klubie? Od najmłodszych lat nie przegrywasz dwóch meczów z rzędu i zawsze żyjesz pod presją ciągłego wygrywania. Znajduje to odzwierciedlenie w pierwszej drużynie. Na szczęście nie mieliśmy wielu złych okresów odkąd tu jestem, a to cię wzmacnia, to bardzo miłe. Oczywiście, trzeba też wyciągać wnioski z gorszych sezonów, wtedy też można dostrzec dobrych zawodników.
– Pięć Pucharów Europy? To szalone. Wydaje się, że to coś niemożliwego do powtórzenia, a ja zawsze powtarzam, że z czasem będę bardziej cenił to, co osiągamy. Czasami, gdy kładę się spać, myślę o tym, jaki jestem szczęśliwy i dumny z tego, że prawdopodobnie byłem częścią jednego z najlepszych Realów Madryt w historii, jeśli nie najlepszego. Chciałbym, aby w dniu, w którym odejdę, zapamiętano mnie jako jednego z najlepszych bocznych obrońców, jacy kiedykolwiek tu grali. Czas pozwoli mi spojrzeć na to wszystko z odpowiedniej perspektywy.
– Przyszłość? Pozostało mi jeszcze wiele lat kontraktu i mam nadzieję, że będę mógł przejść tutaj na emeryturę. Bycie w Realu to najwspanialsza rzecz dla piłkarza i myślę, że moment opuszczenia klubu musi być jednym z najtrudniejszych. Nie chodzi tylko o Hiszpanię, Madryt… chodzi o wymiar, jaki to ma, pójście na stadion i zapełnienie go, bycie przyjmowanym przez setki ludzi w hotelach…
– Arabskie pieniądze? To skomplikowane, ponieważ kiedyś był określony profil piłkarza, który tam odchodzi, był starszy i u schyłku kariery. Teraz widać, że płacą sporo za same transfery, a zawodnicy są młodsi, być może obiecujący. To skomplikowane, ponieważ różnica w zarobkach jest bardzo duża. Mogę zrozumieć Gabriego Veigę, ponieważ pracujesz przez wiele lat, aby móc otrzymać ofertę z wysokimi zarobkami i myślę, że moja osoba lub moja wartość jako sportowca może być warta X. Rozumiem go doskonale, rozumiem go, bo pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem, było kupienie domu dla moich rodziców, kiedy podpisałem kontrakt na pięć lat z Leverkusen. Pochodzę ze skromnej, ciężko pracującej dzielnicy i rozumiem Gabriego, ponieważ kontuzja, zły rok… to wszystko może przerwać ci karierę.
– Wymiar Realu? Patrzę na mojego szwagra Joselu, który ma 33 lata i widzę, że żyje marzeniami, to jest piękno Realu Madryt. Czasami jesteś tu przez tyle lat, że przyzwyczajasz się do tego i normalizujesz. Trudno to wytłumaczyć, kiedy tu jesteś, czerpiesz siłę nie wiadomo skąd. Patrzysz na swoich kolegów z drużyny i wiesz, że jeśli coś jest niemożliwe, to jest tutaj. W Lidze Mistrzów to widać, ludzie się zmieniają i nawet my jesteśmy inni.
– Remontady? Postrzegam to jako koncepcją wyczynów, plamienia koszulki potem, bycia na szczycie ze względu na zdolność do cierpienia, reagowania na przeciwności losu. Rywale nawet teraz w to wierzą, nadchodzą ostatnie minuty i widzisz ich strach. Graliśmy tym na naszą korzyść.
– Kontuzje? Myślę, że wszystko zależy od ciała i umysłu, nie zdarzają się one z jednego powodu. Byłem kontuzjowany w dwóch finałach i dwóch półfinałach Ligi Mistrzów, a czynnik psychologiczny może być oczywiście ważny. W 2021 roku rozegrałem ledwie 12 meczów, kontuzja ciągle się odnawiała i to był tunel, z którego nie widziałem wyjścia. Całkowicie wyeliminowałem gluten z diety, nie jestem nietolerancyjny, ale powoduje stan zapalny, od tego czasu wszystko się zmieniło. Myślę, że od tego czasu miałem tylko 10-dniowy problem z łydką po Mistrzostwach Świata. To najgorsza rzecz dla sportowca, bez wątpienia, i z tego miejsca polecam ludziom, którzy przechodzą przez takie momenty, aby spróbowali znaleźć wyjście, ponieważ jest wiele sposobów.
– Mój wzór? Odkąd się urodziłem, zawsze spoglądałem na Michela Salgado, był moim wzorem do naśladowania. Sergio Ramos też, oczywiście, kiedy Míchel odszedł. Przyjechałem i byłem zszokowany, że dzielę z nim szatnię.
– Trzech najlepszych, których spotkałem w szatni? Cristiano, Sergio Ramos i Luka Modrić. To ludzie, którzy z tobą rozmawiają i przy nich musisz dawać z siebie wszystko, rozmawiają z tobą i musisz robić notatki. Przyjeżdżają o szóstej rano i zaczynają trening. To brutalne. Luka był również w stanie doprowadzić tak mały kraj do finału Pucharu Świata. Przybył tu niemal na ołowianych nogach, a to, jak przekonał do siebie wszystkich, jest niesamowite.
– Bellingham? Nie chcemy go zbytnio ubóstwiać, ponieważ poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko. Od pierwszej chwili, gdy zaczął trenować, spojrzeliśmy na siebie w okresie przedsezonowym, weterani… i powiedzieliśmy: „Pff, on wie, co robi!”. Nie jest tak, że jest bardzo szybki, że technicznie jest szalony… po prostu jest bardzo kompletny, dajesz mu piłkę i od trzeciego tygodnia rozumie wszystkich po prostu obserwując. Jest bardzo inteligentny.
– Kontuzje Courtois i Militão? Słyszałem, jak Guardiola mówił ostatnio o trudnym terminarzu i częściowo się z nim zgadzam. Wróciliśmy z okresu przygotowawczego, a ci z nas, którzy byli z reprezentacją narodową, wrócili od razu do gry przeciwko Milanowi lub United, a to trudne testy dla każdego, aby walczyć o miejsce w składzie. Przy czterech dniach treningów rzadko kiedy ciało nie cierpi i nie doznaje się kontuzji. Rozumiem, że czasami trzeba wygenerować więcej pieniędzy czy zainteresowania, ale myślę, że trzeba zmniejszyć ilość spotkań i zwiększyć ich jakość.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze