„Bellingham błyszczy, ale wciąż jest wiele do poprawy”
Carlos Carpio, zastępca redaktora naczelnego dziennika MARCA, w najnowszym tekście dzieli się swoimi przemyśleniami na temat ostatniego meczu Realu Madryt z Almeríą oraz formy Jude'a Bellinghama. Przedstawiamy spostrzeżenia dziennikarza.

Fot. Getty Images
Wpływ Bellinghama. Od czasów Cristiano Ronaldo (tak, to duże słowa) żaden nowy zawodnik Realu Madryt nie prowadził gry zespołu w taki sposób już od pierwszego dnia. Porównanie to jest jeszcze bardziej imponujące, gdy uświadomimy sobie, że Portugalczyk miał 24 lata, gdy po raz pierwszy założył białą koszulkę, w porównaniu do 20-letniego Anglika. Jude prezentuje osobowość, dojrzałość i, z tego co widzimy, ciąg na bramkę. Wobec braku typowej „dziewiątki”, Ancelotti zdecydował się dać mu wolność, aby mógł podłączać się do ataku i zagrażać bramce rywala zawsze, gdy będzie taka możliwość. A Jude to potrafi. Ta formuła gry bez napastnika, którą oglądaliśmy w Barcelonie Guardioli, jest idealna dla gracza, który pojawia się w każdym sektorze boiska i który z wręcz obraźliwą naturalnością przyjął, że musi ciągnąć wózek w aspekcie zdobywania bramek. Jest to wyzwanie, którego inni nie odważyli się podjąć. Kwestia charakteru. Albo jego braku. Dlatego Bellingham wygląda, jakby był predestynowany do gry dla Realu Madryt.
Błyskawiczna eksplozja Bellinghama spycha jednak na dalszy plan inne aspekty, które również powinny być wzięte pod lupę. Dwa wyjazdowe zwycięstwa utwierdzą działaczy w przekonaniu, że sprowadzenie „dziewiątki” nie jest konieczne, ale pomimo goli Alnglika transfer ten wciąż jest potrzebny. Przede wszystkim dlatego, że pomimo zdobycia ładnej bramki w ostatnim meczu, nowy system z diamentem jest szkodliwy dla Viniciusa, który w zeszłym roku robił największą różnicę na skrzydle, a teraz nie porusza się tak komfortowo grając w środku. Dla Rodrygo nie jest to problem, ponieważ rozumie grę lepiej niż Vini, ale utrata 30-35 bramek od Benzemy i 12-14 od Asensio to strata duża, za duża. Nawet z Bellinghamem.
Kwestia obrony jest równie niepokojąca. Choć wczoraj zawodnicy wyszli na murawę Power House w koszulkach z napisem „Dużo siły, Mili”, co oczywiście jest gestem godnym uznania, to Alaba i Rüdiger potrzebowali 2 minut i 21 sekund, by pokazać, że nie są jeszcze świadomi, że muszą podwoić swoją wydajność. Tylko w ten sposób mogą zrekompensować ogromną dziurę pozostawioną przez Brazylijczyka, który dzięki swojej szybkości naprawiał błędy kolegów. Z drugiej strony Carvajal rozegrał świetny mecz, ale dobrze by było, gdyby wszyscy pamiętali, że w zeszłym roku Barcelona wygrała LaLigę dzięki defensywie. Nadszedł czas, aby się obudzić. Nie ma już Courtois, który ratowałby wynik swoimi cudownymi interwencjami.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze